Europa

Svalbard – szaro-biało-jasno – Kolory Arktyki

Svalbard był na mojej liście od zawsze. Marzył mi się rejs po północnych rubieżach świata, spotkanie z niedźwiedziem polarnym, wielorybami i orkami oraz surowa Arktyka, jaką znałem dotąd jedynie ze zdjęć i filmów.

Natura miała jednak własny plan. Zwierzęta nie występują tutaj według rozkładu jazdy i nie pozują do zdjęć. Zamiast więc odhaczać kolejne gatunki z listy marzeń, zacząłem chłonąć wszystko to, co oferowała Arktyka: monumentalne lodowce, niekończący się dzień polarny, radzieckie miasta, smak lokalnych specjałów oraz ciszę, której nie da się porównać z żadnym innym miejscem.

Dopiero wtedy zrozumiałem, że na Svalbard nie leci się po kolory. Leci się po ciszę. Po przestrzeń. Po miejsca, w których człowiek wciąż jest tylko gościem.

Zapraszam na rejs po fiordach archipelagu – krainie szaro-biało-jasnych krajobrazów, gdzie natura od tysięcy lat dyktuje własne zasady.

PLECAK

svalbard na mapie świata, widelecwplecaku.pl,
Isfordem na mapie svalbardu.

1. Svalbard – Tam, gdzie kończy się Europa

2. Longyearbyen – stolica Svalbardu i końca świata

3. Svalbard – Arktyka ma kolor szaro-biało-jasny

4. Barentsburg i Pyramiden – radzieckie miasta Svalbardu

5. Svalbard – Życie na rubieżach świata

6. Wojna dotarła nawet na Svalbard

7. Zwierzęta Svalbardu – Prawdziwi gospodarze Arktyki

8. Widelec – Smaki Svalbardu

9. Podsumowanie – Czy warto polecieć na Svalbard?

Svalbard – Tam, gdzie kończy się Europa

Widok na ośnieżone góry, lodowce i fiordy Svalbardu z okna samolotu podczas lotu do Longyearbyen.
Arktyka z okna samolotu

Przez okno samolotu od kilkunastu minut nie było widać niczego znajomego. Zniknęły miasta, lasy i pola, a ich miejsce zajęły surowe góry, śnieg i fiordy. Im bliżej celu, tym bardziej miałem wrażenie, że lecę nie do kolejnego kraju, ale do zupełnie innego świata.

Svalbard leży zaledwie około tysiąca kilometrów od bieguna północnego. To jedno z najbardziej na północ położonych miejsc na świecie, do których można dotrzeć regularnym samolotem. Mimo że archipelag należy do Norwegii, już podczas podchodzenia do lądowania czuć, że obowiązują tu zupełnie inne zasady niż w większości odwiedzanych miejsc.

Z okna samolotu po raz pierwszy zrozumiałem, skąd wziął się tytuł tego wpisu. Wszędzie dominowały odcienie szarości skał, bieli śniegu i jasnego, arktycznego światła. Kolory pojawiały się rzadko, ale dzięki temu każdy z nich przyciągał wzrok jeszcze mocniej.

Lotnisko w Longyearbyen na Svalbardzie – najbardziej na północ położony port lotniczy obsługujący regularne loty pasażerskie.
Brama do Arktyki

Po wyjściu z samolotu nie przywitał mnie gwar dużego lotniska ani zapach rozgrzanego asfaltu. Zamiast tego było chłodne powietrze, cisza i krajobraz, który wyglądał bardziej jak plan filmu science fiction niż miejsce, w którym na co dzień mieszkają ludzie.

Longyearbyen liczy zaledwie około 2500 mieszkańców, jednak to właśnie stąd rozpoczyna się większość wypraw po Spitsbergenie i dalej na pólnoc. Już po kilku minutach można zauważyć, że życie toczy się tutaj inaczej. Nie ma lasów, praktycznie nie ma drzew, a otaczające miasto góry przypominają, kto naprawdę jest gospodarzem tej wyspy.

Właśnie tutaj zaczyna się podróż po Arktyce.

Longyearbyen – stolica Svalbardu i końca świata

Po wizycie w Ushuai, nazywanej „końcem świata”

Argentyna – Steki, Malbec, Patagonia i koniec świata


wydawało mi się, że trudno będzie znaleźć miejsce, które wywoła podobne emocje. Tam kończy się Ameryka Południowa i zaczyna Antarktyda. Tutaj, na tej wyspie, kierunek jest dokładnie odwrotny – to północ wyznacza granicę znanego świata.

Longyearbyen, liczące około 2500 mieszkańców, jest najbardziej na północ położonym miastem świata z regularnym połączeniem lotniczym i pełną infrastrukturą. Mieszkają tu głównie Norwegowie, jednak spacerując po sklepach z pamiątkami, kawiarniach czy lokalnych restauracjach, nie raz słyszałem język polski.

Wielu naszych rodaków pracuje właśnie w hotelach, gastronomii i turystyce, dlatego nawet kilka tysięcy kilometrów od Polski można poczuć się zaskakująco swojsko.

Na pierwszy rzut oka Longyearbyen wygląda jak niewielkie, spokojne miasteczko. Są sklepy, restauracje, hotele i bary, w których po całym dniu można napić się lokalnego piwa. Jednak to wrażenie szybko mija. Wystarczy opuścić granice miasta, aby zrozumieć, że nie jest to zwykła miejscowość turystyczna.

Tutaj właśnie stąd rozpoczyna się większość wypraw w głąb Arktyki. Z portu wypływają statki, jachty i łodzie kierujące się w fiordy, a za ostatnimi zabudowaniami rozciąga się świat lodowców, gór i tundry. Tam człowiek przestaje być gospodarzem, a staje się jedynie gościem.

Panorama Longyearbyen – najbardziej na północ wysuniętego miasta świata na archipelagu Svalbard.
Longyearbyen

Codzienność w Longyearbyen


Choć Longyearbyen leży niemal na końcu świata, życie toczy się tu swoim rytmem. Są sklepy, hotele, restauracje i ludzie, którzy po prostu mieszkają na 78. równoleżniku.

Longyearbyen-główna ulica na 78°szerokości geograficznej

Longyearbyen nie przypomina miasta z końca świata. Kolorowe budynki kontrastują z surowymi górami, a życie płynie tu zaskakująco spokojnym rytmem. Przez większą część roku skutery śnieżne, a nie samochody, są podstawowym środkiem transportu.

Parking przed budynkiem wygląda zupełnie inaczej niż w większości europejskich miast. Zamiast samochodów stoją dziesiątki skuterów śnieżnych. Tutaj są one nie luksusem, lecz codziennym środkiem transportu i często jedyną możliwością dotarcia poza granice miasta.

Panorama Longyearbyen z kolorowymi budynkami otoczonymi górami i dawnymi konstrukcjami kolejki węglowej.
Longyearbyen-między zimą a latem
Parking pełen skuterów śnieżnych przed hotelem w Longyearbyen na archipelagu Svalbard.
Longyearbyen-parking pod oknem

Najbardziej na północ wysunięte miasto świata

LONGYEARBYEN


Powstało dzięki węglowi i przez dziesięciolecia żyło z górnictwa. Dzisiaj kopalnie mają już znacznie mniejsze znaczenie, a miasto utrzymuje się głównie z turystyki, badań naukowych oraz działalności związanej z Arktyką. Mimo to ślady dawnej historii są widoczne niemal na każdym kroku. Nad dachami domów wciąż stoją stalowe wieże kolejki transportującej węgiel, a pomniki górników przypominają o ludziach, którzy zbudowali tę niezwykłą osadę.

Jednocześnie Longyearbyen jest miejscem pełnym kontrastów. Można tu wypić dobrą kawę, zjeść kolację w eleganckiej restauracji, zrobić zakupy w dobrze zaopatrzonym sklepie czy przenocować w nowoczesnym hotelu. Jednak wystarczy przejść kilkaset metrów poza ostatnie zabudowania, aby znaleźć się w świecie, w którym człowiek przestaje być gospodarzem.

Dalej zaczyna się Arktyka.

Jednak po czasie pamięta się coś zupełnie innego. Ciszę. Nie była to cisza pustego miasta ani zamkniętego kurortu. To była cisza ogromnej przestrzeni. Nie przeszkadzały w niej samochody, syreny ani tłumy ludzi. Czasami słychać było jedynie wiatr spływający z gór lub skrzypienie śniegu pod butami.


Odległość od reszty świata najlepiej czuć właśnie tutaj. Wystarczy spojrzeć na drogowskaz przy lotnisku. Do bieguna północnego jest tylko 1338 kilometrów, a do Oslo aż 2046. W tym momencie naprawdę dociera, że znalazłeś się na jednym z najbardziej wysuniętych na północ miejsc, do których można dolecieć regularnym samolotem.

Drogowskaz w Longyearbyen pokazujący odległości do światowych stolic oraz bieguna północnego na Svalbardzie.
Longyearbyen-bliżej bieguna niż wielu stolic

Górnicza historia Longyearbyen

Longyearbyen nie powstało przypadkiem. Miasto zawdzięcza swoje istnienie ludziom, którzy pod koniec XIX wieku przybyli na te północne rubieże świata, aby wydobywać węgiel. Pierwsze kopalnie rozpoczęły działalność już w 1899 roku, a przez kolejne dziesięciolecia to właśnie górnictwo wyznaczało rytm życia całego archipelagu.

Do dziś niemal wszędzie można dostrzec ślady tamtych czasów. Na zboczach gór stoją charakterystyczne wieże dawnych kolejek linowych transportujących urobek, zachowały się opuszczone szyby i budynki kopalniane, a w centrum miasta nie brakuje pomników poświęconych górnikom. W praktyce oni byli pionierami Svalbardu. W niezwykle trudnych warunkach stworzyli osadę, z której z czasem wyrosło najbardziej na północ wysunięte miasto świata.

Pomnik górnika w Longyearbyen upamiętniający historię wydobycia węgla na Svalbardzie.
Górnik ze Spitsbergenu-pomnik ludzi, którzy zbudowali Longyearbyen
Rzeźba dwóch górników przed historycznym budynkiem w Longyearbyen na Svalbardzie.
Górnicy ze Svalbardu-rozmowa, która nigdy się nie kończy

nieczynny szyb węgla na svalbardzie
Wejście do – już nieczynnej – kopalni

Globalny Skarbiec Nasion

Kilka kilometrów od centrum znajduje się jedno z najważniejszych miejsc na świecie – Globalny Skarbiec Nasion. Tutaj przechowywane są kopie nasion roślin z niemal wszystkich zakątków naszej planety. W razie globalnej katastrofy, wojny lub zmian klimatycznych mają one pomóc odtworzyć utracone uprawy.

Lokalizacja nie jest przypadkowa. Wieczna zmarzlina, stabilne warunki geologiczne i oddalenie od wielkich skupisk ludzi sprawiają, że Spitsbergen stał się naturalnym sejfem dla światowego rolnictwa. Jest to niezwykłe uczucie wiedzieć, że na końcu świata przechowywana jest nadzieja dla przyszłych pokoleń.

Niestety, skarbiec można oglądać tylko z zewnątrz, do środka nie ma wstępu.

Wejście do Globalnego Skarbca Nasion na Svalbardzie (Svalbard Global Seed Vault).
Globalny skarbiec nasion


zaraz za miastem znajdują się pierwsze przykłady jak może wyglądać interior. Zobaczymy jeszcze sporo zdjęć z podobnych miejsc. Tutaj panuje cisza i szaro-biało-jasno.

Lodowiec Longyearbreen położony tuż obok miasta Longyearbyen na archipelagu Svalbard.
na lodowcu Longyearbreen

Pomnik ofiar Utøyi

Są miejsca, przy których aparat schodzi na drugi plan. Ten pomnik jest jednym z nich.

Upamiętnia Johannesa Bø, czternastoletniego mieszkańca Longyearbyen, który zginął podczas zamachu na wyspie Utøya 22 lipca 2011 roku. Podobne pomniki stanęły w rodzinnych miejscowościach wszystkich młodych ofiar tej tragedii. Tym samym ten cichy znak pamięci jest przypomnieniem, że nawet na odległym Svalbardzie wydarzenia z tamtego dnia pozostawiły trwały ślad

Pomnik upamiętniający Johannesa Bø, ofiarę zamachu na wyspie Utøya, w Longyearbyen na Svalbardzie.
Pamięć o ofiarach zamachu


Pierwsze spotkanie z arktycznym krajobrazem

czas ruszyć w rejs

Svalbard – Arktyka ma kolor szaro-biało-jasny

To miejsce to krajobrazy.

Góry i lodowce. Śnieg i światło polarnego dnia, który nie ma początku ani końca.

Właśnie po to przyjeżdża się na Svalbard.

Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się takie samo. Białe. Szare. Ciche.

Ale wystarczy zatrzymać wzrok na chwilę dłużej.

Każdy fiord ma inny odcień.
Każdy lodowiec inną fakturę.
Każda góra własny rysunek narysowany przez wiatr, śnieg i skałę.

Arktyka nie krzyczy kolorami.

Ona opowiada światłem.

I ciszą.

Resztę tej historii opowiedzą zdjęcia.

szczyty i lodowce pokryte śniegiem na swalbardzie.
Arktyczna panorama

pojedynczy szczyt pokryty śniegiem na tle błękitnego nieba na swalbardzie.
Arktyczna rzeźba śniegu
ciemnoniebieskie morze, w tle lodowiec spływający do morza, zachmurzone niebo. Svalbard.
Arktyczny horyzont

ośnieżone szczyty nad lodowcem, na morzu mały statek badawczy. Svalbard. Arktyka
Arktyka w skali jeden do tysiąca
niebieskie morze, błękitne niebo i ośnieżone szczyty na Svalbardzie, arktyka
Błękit Arktyki
lodowiec z wyraźnymi niebieskimi plamami, nad nim szczyt tonący w chmurach na Svalbardzie. Arktyka
Błękit lodowca

w tle lodowiec i lekko zachmurzone niebo na pierwszym planie pokrywa lodowa wpadająca w fiolet na Svalbardzie, Arktyka.
Brama do lodowego świata
błękitne niebo, zaśnieżone szczyty i pustka, cisza, na Svalbardzie, Arktyka
Cisza
Niebieskie niebo, wzgórza oraz morze na Svalbardzie, Arktyka
Linie północy
ciemnobrązowe szczyty pod niebieskim niebem, z lekko przy śnieżone. Svalbard, Arktyka
Krajobraz po lodowcu

Lodowiec wpadający równą linią do morza
Lodowa rzeka Arktyki
pojedyncza kra w kształcie człowieka dryfująca po ciemnoniebieskim morzu. Svalbard, Arktyka
Lodowy duch Arktyki
regularne linie szczytów i pokrywy śnieżnej na Svalbard, Arktyka
Narysowane przez wiatr

lodowiec oraz mocno ośnieżone wzgórza pod błękitnym niebem. Svalbard, Arktyka
Ocean lodu
samotna kra dryfująca po morzu grenlandzkim w tle lodowiec i wzgórza, Svalbard, Arktyka
Ostatnia kra

fiord z żaglowcem i mniejszą łodzią wokół ośnieżone szczyty pod przykrywką ciężkiego granatowego nieba. Svalbard, Arktyka
Pod ciężarem arktycznego nieba
żółtoczarny statek badawczy na tle potężnego lodowca. Svalbard, Arktyka
Spotkanie z lodowcem

błękitne niebo, ośnieżone szczyty przy wyjściu z portu w LOngyearbyen
Svalbard o trzeciej rano

Pojedynczy szczyt lekko oprószony śniegiem znikający w chmurze na Svalbard, Arktyka
Svalbard szaro-biały, majestatyczny
Ciemne niebo, ciemny lodowiec, ciemny szczyt na Svalbard, Arktyka
Szaro-biało-ciemno
lodowiec na morzu, samotne szczyty, błękitne niebo, Svalbard, Arktyka
Woda i skały
Dziwnie uformowana góra na Svalbard, Arktyka
Zygzaki Arktyki
lodowiec pokrywający skały i małą grotę. Svalbard, Arktyka
Żywy lodowiec


Barentsburg i Pyramiden – radzieckie miasta Svalbardu

Rosjanie na Svalbardzie

Dla wielu osób, dla mnie również, jest to jedno z największych zaskoczeń podczas podróży na północne rubieże. Wyspy należą do Norwegii, obowiązuje tutaj norweskie prawo, a jednak kilkadziesiąt kilometrów od Longyearbyen powiewają rosyjskie flagi, stoją pomniki Lenina, a mieszkańcy mówią niemal wyłącznie po rosyjsku.

Nie jest to historyczna rekonstrukcja ani skansen. To normalnie funkcjonująca rosyjska osada.

Jak to możliwe?

Odpowiedź kryje się w Traktacie Svalbardzkim podpisanym w 1920 roku. Dokument uznał zwierzchnictwo Norwegii nad archipelagiem, ale jednocześnie przyznał obywatelom państw sygnatariuszy prawo do prowadzenia działalności gospodarczej na równych zasadach. Z tego prawa od ponad stu lat korzystają Rosjanie, którzy wydobywają tutaj węgiel kamienny.

Dziś rosyjska obecność koncentruje się przede wszystkim w dwóch miejscowościach – Barentsburgu oraz opuszczonym już Pyramiden, które przez dziesięciolecia były symbolem radzieckiej obecności w Arktyce.

rosyjska flaga powiewająca na dachu basenu w barensburgu , Svalbard, Arktyka
Arktyka i polityka

📌 Warto wiedzieć

Czy Barentsburg należy do Rosji?

Nie.

Barentsburg znajduje się na terytorium Norwegii, ale dzięki Traktatowi Svalbardzkiemu Rosja może prowadzić tutaj działalność gospodarczą. Dlatego od ponad stu lat funkcjonuje tu rosyjska osada z własną kopalnią, szkołą, hotelem, cerkwią i muzeum.

Liczba mieszkańców
Główna Działalność
Operator
Waluta
Język
Państwo

Ok 350-450
Kopalnia i turystyka
Arktikugol
NOK czyli korony norweskie
Rosyjski
Norwegia

Opuszczając Longyearbyen, rozpoczęliśmy kilkugodzinny rejs przez fiordy. To właśnie wtedy zaczęła się druga część naszej podróży – rosyjski Svalbard.

Barentsburg – miasto żywe

Po wylądowaniu na nabrzeżu od razu czuć, że Barentsburg nie jest skansenem ani opuszczoną osadą pozostawioną przez historię. To miejsce nadal żyje.

Na ulicach spotyka się mieszkańców wracających z pracy, w hotelu przesiadują goście, w oknach bloków widać życie, co więcej jeden mały sklepik z pamiątkami czeka na turystów. Wszystko odbywa się jednak w wyjątkowo spokojnym rytmie, jakby czas płynął tutaj wolniej niż gdziekolwiek indziej.

Dlatego ta zwykła codzienność zaskoczyła mnie najbardziej. Spodziewałem się miejsca pełnego reliktów Związku Radzieckiego, a zobaczyłem normalnie funkcjonującą osadę, która mimo upływu lat nadal wykonuje swoje pierwotne zadanie – żyje dzięki kopalni i co ciekawe, dla kopalni.

Pierwszym budynkiem, który wita przybywających od strony morza, jest stara drewniana siedziba administracji portowej. Choć wokół pojawiły się nowe budynki, ten zielony dom nadal wygląda tak, jakby od kilkudziesięciu lat niewiele się tutaj zmieniło. Na nim powiewa rosyjska flaga, a w tle widać napis „Баренцбург”. Już po kilku minutach wiadomo, że znalazło się w miejscu o zupełnie innym charakterze niż norweskie Longyearbyen

Zabytkowy budynek administracji portu w rosyjskim Barentsburgu na Svalbardzie.
Barentsburg – arktyczny urząd portowy


Panorama Miasta

Kolorowe bloki pod czarną ścianą gór w Barentsburgu na Svalbardzie
Kolory Barentsburga pod arktyczną ścianą

Jednocześnie można spotkać niszczejące ślady dawnej radzieckiej potęgi

niszczejący budynek w Barentsburgu na Svalbardzie
Ślady dawnej historii

mechaniczny pojazd do poruszania się na Svalbardzie w Barentsburgu
Mechaniczny pionier Barentsburga
wiekowy skuter śnieżny do poruszania się po pokrywie z lodu i śniegu w Barentsburgu
Skuter śnieżny z końca świata
samochód ciężarowy radzieckiej produkcji w Barentsburgu na Svalbardzie
Ził w Arktyce


Polityka i religia w Barentsburgu

Spacerując po Barentsburgu trudno nie zauważyć śladów radzieckiej przeszłości. Pomniki, hasła i symbole komunizmu nie zostały usunięte ani przeniesione do muzeum. Nadal są częścią codziennego krajobrazu, podobnie jak otaczające miasto góry i lodowce. Czas zatrzymał się tutaj na dłużej.

Jednocześnie kilka minut spaceru wystarczy, aby trafić do niewielkiej prawosławnej cerkwi. Bardziej przypomina skromną kaplicę niż okazałą świątynię, jednak nie jest jedynie atrakcją turystyczną. W praktyce z tego miejsca korzystają mieszkańcy Barentsburga. Na końcu świata, tysiące kilometrów od rodzinnych domów, wiara pozostaje dla wielu z nich ważnym elementem codzienności.

Z drugiej strony takie kontrasty najbardziej zapadają w pamięć. Lenin i radzieckie hasła i cisza niewielkiej cerkwi. Dwie historie, które wydają się wzajemnie wykluczać, tutaj od lat istnieją obok siebie.

mural zachwalający radzieckie osiągnięcia
Barentsburg – pomnik pracy i ideologii
mała cerkiew prawosławna w Barentsburgu, Svalbard, Arktyka
Cerkiew w Barentsburgu
widok wnętrza prawosławnej kaplicy w Barentsburgu
Prawosławna kaplica a Barentsburgu

Oczywiście nie mogło zabraknąć szefa szefów

popiersie Lenina na tle kolorowych bloków w Barentsburgu
Lenin wiecznie żywy

A gdzie na imprezę w Barentsburgu?

Browar Krasnyj Miedwied w Barentsburgu – jeden z najbardziej na północ położonych browarów na świecie.
Krasnyj Miedwied

Dalej już tylko dziki Svalbard

tablica informująca o końcu miejscowości Barentsburg na Svalbard, Arktyka
Dalej jest już tylko Svalbard

widok na ośnieżone szczyty i morze z bartensburga
Między Barentsburgiem a bezkresną Arktyką


Pyramiden – miasto umarłe

Patrząc z pokładu jachtu, trudno uwierzyć, że jeszcze trzydzieści lat temu tętniło tu życie. Wśród surowych gór i lodowców wyrasta całe miasto – bloki mieszkalne, kopalnia, szkoła, port i budynki użyteczności publicznej. Na pierwszy rzut oka wygląda jakby mieszkańcy wyszli tylko na chwilę.

Jednak to tylko złudzenie.

Tymczasem Pyramiden to jedno z najlepiej zachowanych miast widm na świecie. Radziecka osada powstała na początku XX wieku jako osiedle górnicze, a od 1927 roku należała do radzieckiego przedsiębiorstwa Arktikugol. W okresie swojej świetności mieszkało tu ponad tysiąc osób. Były mieszkania, szkoła, przedszkole, szpital, basen, teatr, biblioteka, a nawet najbardziej na północ położony fortepian koncertowy.

Ostatecznie po rozpadzie Związku Radzieckiego wydobycie węgla przestało być opłacalne. W 1998 roku kopalnię zamknięto, a mieszkańców ewakuowano praktycznie z dnia na dzień. W mieszkaniach pozostały meble, książki, zabawki i przedmioty codziennego użytku. Od tamtej pory Pyramiden stało się symbolem miasta, w którym czas zatrzymał się na zawsze.

Dziś mimo wszystko osada nie jest całkowicie opuszczona. Przez cały rok mieszka tu niewielka grupa pracowników przedsiębiorstwa Arktikugol, którzy opiekują się infrastrukturą, hotelem i przyjmują turystów przypływających statkami wycieczkowymi.

Jednak nie dane było mi pospacerować opuszczonymi ulicami. Pogoda zagrała z nami w rosyjską ruletkę i nie pozwoliła dobić do miasta. Na pocieszenie udało się zrobić fotki z daleka.

Panorama Pyramiden na Svalbardzie – opuszczone radzieckie miasto widziane z pokładu statku.
Pyramiden – radzieckie miasto widmo
Zabudowania dawnej osady górniczej Pyramiden na Svalbardzie, opuszczone po zamknięciu kopalni w 1998 roku.
Pyramiden – życie zatrzymane w 1998-roku

Svalbard – Życie na rubieżach świata

Kiedy patrzymy na Svalbard z perspektywy turysty, widzimy przede wszystkim spektakularne góry, lodowce i fiordy. Dopiero po kilku dniach zaczyna się dostrzegać, że życie na tym arktycznym archipelagu rządzi się zupełnie innymi zasadami niż na kontynencie.

Tutaj natura nie jest dodatkiem do codzienności. To ona wyznacza reguły gry. Człowiek jedynie próbuje się do nich dostosować.

Niektóre przepisy mogą wydawać się zaskakujące, inne wręcz absurdalne. Jednak po chwili spędzonej na Spitsbergenie zaczynają mieć sens. Tutaj każdy z nich powstał dlatego, że kiedyś wydarzyło się coś, czego nie chciano już nigdy powtórzyć.

Niedźwiedzie polarne rządzą Svalbardem

Najbardziej znaną zasadą jest ta dotycząca niedźwiedzi polarnych.

Po opuszczeniu granic Longyearbyen zaleca się poruszanie z osobą posiadającą broń lub samodzielne jej noszenie. Nie chodzi o polowanie, lecz o możliwość obrony w sytuacji ostatecznej. Pierwszym wyborem zawsze są środki odstraszające – flary, sygnały hukowe czy odpowiednie zachowanie. Oddanie strzału do niedźwiedzia jest absolutną ostatecznością.

Na drogach prowadzących poza miasto stoją charakterystyczne znaki ostrzegające przed wejściem na teren występowania niedźwiedzi polarnych. Dla mieszkańców są tak samo normalne, jak dla nas znak informujący o przejściu dla pieszych.

Uwaga na niedźwiedzie polarne – znak ostrzegający przed opuszczeniem Longyearbyen na Svalbardzie.
Uwaga na niedźwiedzie polarne

sam miałem „przyjemność” być nosicielem broni. Na szczęście, aż do zejścia na ląd, broń nie jest załadowana ani gotowa do strzału. W praktyce musiałem ją szybko oddać, chociaż podczas trekkingu na lądzie byłem tylną strażą wyposażony w pistolet hukowy:-)

Selfie z karabinem –  broń jest elementem wyposażenia poza Longyearbyen.
Arktyczna rzeczywistość

Dzieci do szkoły… psim zaprzęgiem

Na wyspie nie wszystko odbywa się samochodem.

Zimą mieszkańcy korzystają ze skuterów śnieżnych, a wielu z nich nadal hoduje psy zaprzęgowe. Dla części rodzin nie jest to atrakcja dla turystów, ale normalny środek transportu. Widok dzieci jadących do szkoły psim zaprzęgiem albo osób przemieszczających się na nartach z jednym lub dwoma psami nikogo tutaj nie dziwi.

Psi zaprzęg z dzieckiem na Svalbardzie – codzienny środek transportu mieszkańców Arktyki.
Arktyczny autobus szkolny
Mieszkanka Svalbardu przemieszczająca się na nartach z psami zaprzęgowymi.
Na końcu świata

Drogi, które donikąd nie prowadzą

Na całym archipelagu znajduje się zaledwie około 50 kilometrów dróg.

Nie ma połączeń pomiędzy osadami. Z Longyearbyen nie da się dojechać samochodem ani do Barentsburga, ani do Pyramiden. Miasta łączy jedynie morze, a zimą również skutery śnieżne poruszające się po zamarzniętych dolinach i fiordach.

Dlatego samochody terenowe służą wyłącznie do poruszania się w okolicach Longyearbyen. Dalej zaczyna się prawdziwa Arktyka.

Samochód terenowy Toyota na jednej z nielicznych dróg w Longyearbyen na Svalbardzie.
Toyota na końcu świata

Domy, które mogą zmienić adres

Wieczna zmarzlina sprawia, że budowanie wygląda tutaj inaczej niż gdziekolwiek indziej.

Większość budynków stoi na palach lub specjalnych fundamentach. Starsze drewniane domki często budowano na płozach, dzięki czemu można je było przestawić w inne miejsce, gdy zmieniały się warunki gruntu albo potrzeby mieszkańców.

Patrząc na taki domek, trudno uwierzyć, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu naprawdę mógł zostać przeciągnięty przez kilka osób lub ciągnik.

Drewniany domek na płozach na Svalbardzie – budynek przystosowany do warunków wiecznej zmarzliny.
Arktyczna mobilność

Tu przyroda zawsze ma ostatnie słowo

W Arktyce bardzo szybko można zrozumieć, że człowiek jest tylko gościem, co więcej czasami bardzo niechcianym gościem.

Pogoda zmienia się błyskawicznie. Gęsta mgła, śnieg, silny wiatr czy nagłe ochłodzenie potrafią w ciągu kilkunastu minut całkowicie zmienić plany. Rejs może zostać odwołany, trekking przerwany, a wycieczka przełożona na kolejny dzień.
stoisz w porcie i czekasz na lepsze czasy.

Tutaj nie walczy się z naturą. Tutaj po prostu się na nią czeka.

Jacht ekspedycyjny zacumowany w Longyearbyen podczas arktycznej pogody na Svalbardzie.
Pod żaglami

Rozkazy kapitana nie podlegają dyskusji. Czy się płynie, czy czeka w porcie wachta na mostku jest częścią rejsu.

selfi na mostku jachtu podczas wachy.
Mostek dowodzenia

A czego tutaj nie ma?

To chyba najbardziej zaskakuje po kilku dniach pobytu.

Korków.

Centrów handlowych.

Autostrad.

Kolei.

Lasów.

Reklam przy drogach.

Za to jest cisza, przestrzeń i świadomość, że za ostatnim domem zaczyna się jedna z największych arktycznych pustkowi świata.

📌 Warto wiedzieć

• Archipelag zamieszkuje około 2,5–2,7 tys. osób reprezentujących ponad 50 narodowości.

• Dróg między osadami nie ma. Do Barentsburga czy Pyramiden można dostać się jedynie drogą morską, a zimą także skuterami śnieżnymi.

• Poza granicami Longyearbyen należy liczyć się z możliwością spotkania niedźwiedzia polarnego.


• Ochrona przyrody jest tutaj wyjątkowo rygorystyczna – nie wolno zabierać kamieni, kości, poroży reniferów ani innych elementów środowiska.

• Ze względu na odległość od kontynentu większość żywności i materiałów budowlanych przypływa statkami lub przylatuje samolotami, dlatego ceny są znacznie wyższe niż w kontynentalnej Norwegii.

Kiedy jednak pogoda w końcu pozwoli postawić żagle, można wyruszyć w rejs życia pod biało-czerwoną.

białoczerwona bandera na maszcie jachtu
Biało czerwona pod arktycznym wiatrem

widok na Svalbard spoza olinowania jachtu
W trasę arktycznym szlakiem

Wojna dotarła nawet na Svalbard

Svalbard to lodowce, niedźwiedzie polarne i bezkresna Arktyka. Trudno uwierzyć, że również tutaj dotarła II wojna światowa.

A jednak dotarła.

W czasie wojny archipelag miał ogromne znaczenie strategiczne. Stacje meteorologiczne dostarczały prognoz niezbędnych dla okrętów i lotnictwa operujących na północnym Atlantyku. Kto kontrolował pogodę, ten często zyskiwał przewagę na morzu.

Na Svalbardzie działały zarówno alianckie, jak i niemieckie ekspedycje, dochodziło do ewakuacji mieszkańców, niszczenia osad oraz tajnych operacji wojskowych. Arktyka, choć odległa od głównych frontów, również stała się częścią wojennej historii.

Jednym z jej niemych świadków jest wrak niemieckiego bombowca Junkers Ju 88.

Samolot rozbił się podczas lotu nad Spitsbergenem. Przez dziesięciolecia arktyczny klimat zakonserwował jego szczątki. Dziś kadłub, fragmenty skrzydeł i silników nadal spoczywają na tundrze, przypominając, że nawet tutaj wojna pozostawiła swój ślad.

Arktyka potrafi zachowywać pamięć wyjątkowo długo.

Wrak niemieckiego Junkersa Ju 88 pozostawiony na tundrze Spitsbergenu.
Junkers Ju 88 – wojna, która dotarła aż na Svalbard

Zwierzęta Svalbardu – Prawdziwi gospodarze Arktyki

Lis polarny na tle lodowca
Lisek polarny

Nie trzeba długo przebywać na Svalbardzie, żeby zrozumieć jedną rzecz – to nie ludzie rządzą tym archipelagiem.

Tutaj pierwszeństwo mają zwierzęta. Człowiek musi dostosować się do ich świata, a nie odwrotnie. Dlatego poza granicami osiedli obowiązują szczególne zasady bezpieczeństwa, wycieczki odbywają się z uzbrojonymi przewodnikami, a wiele miejsc pozostaje niedostępnych właśnie po to, by nie zakłócać życia ich prawdziwych mieszkańców.

Każde spotkanie z arktyczną fauną jest wydarzeniem. Nie dlatego, że zwierząt jest mało. Wręcz przeciwnie – dlatego, że żyją całkowicie na własnych zasadach. Nie czekają na turystów, nie pozują do zdjęć i nie interesuje ich obecność człowieka. Ostatecznie to my jesteśmy gośćmi w ich świecie.

Dlatego cieszymy się z każdego spotkania i jesteśmy rozczarowani, jeżeli czegoś nie zobaczymy. Oczekiwania są wielkie, jednak to prawdziwi gospodarze archipelagu rządzą i decydują o swojej obecności przed obiektywem.

Portrety mieszkańców Arktyki

Patrząc w oczy lisa polarnego, renifera czy morsa trudno oprzeć się wrażeniu, że Arktyka stworzyła je do życia tam, gdzie człowiek przetrwałby zaledwie kilka godzin.

Każde z tych zwierząt doskonale przystosowało się do ekstremalnych warunków. Gęste futro, gruba warstwa tłuszczu, niezwykła cierpliwość i umiejętność oszczędzania energii sprawiają, że to właśnie one są prawdziwymi gospodarzami tej części świata.

Nam pozostaje jedynie obserwować je z odpowiedniej odległości i cieszyć się chwilą.

Kwitnąca roślina na kamienistej tundrze Svalbardu pokazująca, że nawet za kołem podbiegunowym natura potrafi zaskakiwać kolorami.
W miejscu, gdzie przez większą część roku królują śnieg i lód, wystarczy kilka cieplejszych tygodni, aby tundra rozkwitła.

Ptaki

Para bernikli białolicych spacerujących po mokrej tundrze na Svalbardzie.
Gęsi spod bieguna – To jedni z najczęściej spotykanych mieszkańców okolic Longyearbyen.

Portret bernikli białolicej na tle arktycznej tundry.
Elegancja w czerni i bieli – Portret bernikli białolicej
Bernikla białolica pijąca wodę z płytkiej kałuży na Svalbardzie.
W lustrze tundry

Alczyk to gatunek endemiczny dla Basenu Arktycznego, i nie, to nie pingwin 🙂 na północy nie ma pingwinów!!

Stado alek odpoczywających na niewielkiej krze lodowej u wybrzeży Svalbardu.
Na dryfującej wyspie
Dwie alki stojące na błękitnej krze lodowej.
Arktyczna rozmowa

Edredon zwyczajny, kaczka edredonowa, miękkopiór, Somateria mollissima – kilka nazw, ale jedna piękność. Niestety bliski zagrożenia wyginięciem.

samica edredona.
Edredonowa rodzinka

Zbliżenie na samca edredona zwyczajnego z charakterystycznym biało-czarnym upierzeniem.
Czerń i biel i cisza Svalbardu
Samiec edredona zwyczajnego spacerujący po wybrzeżu Svalbardu.
Edredon w pełnej krasie
Odpoczywający edredon zwyczajny na skalistym brzegu.
Portret edredona

samiczka edredona na jeziorze w Svalbardzie
Pani edredonowa

Lodówka, czy jak woła się ją potocznie markaczka

Samiec markaczki długosternej pływający pomiędzy bryłami lodu.
Kolory północnego oceanu
parka kaczek lodówek
Arktyczny duet
samiec markaczki w zimowym upierzeniu.
Samiec w zimowym upierzeniu
Markaczka długosterna na spokojnej tafli arktycznej zatoki.
Markaczka na patrolu

Niewielki ptak brodzący szukający pożywienia w płytkiej wodzie na tundrze.
Biegus – mały poszukiwacz przygód i smaczków

Biegające i pływające

Lis polarny

📌 Warto wiedzieć

• Grube, futro chroni go przed utratą ciepła nawet przy temperaturach sięgających -80°C. Dodatkowo pod jasną sierścią skrywa ciemną, niemal czarną skórę, która efektywniej pochłania ciepło słoneczne.
• Te niewielkie zwierzęta potrafią przemierzać tysiące kilometrów w poszukiwaniu pożywienia. W 2018 roku śledzona przez naukowców samica ze Svalbardu przeszła aż 3605 km w zaledwie 76 dni.


• Zimą poluje głównie na lemingi i inne małe gryzonie. Dzięki niezwykle czułemu słuchowi potrafi zlokalizować małą zdobycz poruszającą się pod głębokim śniegiem, a następnie widowiskowo w niego skacze.
• Choć jest drapieżnikiem, zjada również ptaki, ich jaja, padlinę, a nawet jagody i wodorosty.
• Lisy polarne kopią rozległe nory z wieloma wejściami, które mogą być użytkowane przez całe pokolenia. W wychowywaniu szczeniąt pomaga niekiedy większa rodzina, w tym samice z poprzednich miotów.

Lis polarny spacerujący pomiędzy zabudowaniami Barentsburga
Arktyczny włóczęga

Jest niższy, bardziej masywny i ma krótsze nogi niż jego krewni z kontynentu. Jego poroże nie służy przede wszystkim do efektownych walk samców, ale pomaga odgarniać śnieg, pod którym ukryta jest tundra – jedyne źródło pożywienia.

Paradoksalnie największym zagrożeniem dla nich nie są arktyczne mrozy. Znacznie groźniejsze bywają odwilże. Gdy deszcz spadnie na śnieg, a następnie zamarznie, powstaje twarda warstwa lodu, która odcina dostęp do roślin. Wtedy nawet zwierzę doskonale przystosowane do życia w Arktyce może mieć problem ze znalezieniem pożywienia.

Renifer Svalbardzki

Renifer svalbardzki patrzący prosto w obiektyw aparatu.
Spotkanie oko w oko

Renifer svalbardzki stojący na kamienistej równinie.
Strażnik tundry
Renifer svalbardzki szukający pożywienia na zaśnieżonej tundrze.
Szaro. Biało. Jasno.
Renifer svalbardzki spokojnie pasący się na ubogiej arktycznej tundrze.
Tam, gdzie kończy się zieleń

Morsy to prawdziwe arktyczne kluseczki. Leżą na plaży, chrząkają, przewracają się z boku na bok i sprawiają wrażenie, jakby nic na świecie ich nie obchodziło. Nie dajcie się jednak zwieść. Taka „kluseczka” może ważyć nawet 1,5 tony, mieć ponad 3 metry długości, a jej kły osiągają 50 cm długości i ważą nawet do 5 kilogramów każdy. Z takim wyposażeniem lepiej zachować bezpieczny dystans.

Odpoczywające morsy na kamienistej plaży Svalbardu.
Drzemka gigantów

Svalbard bez niedźwiedzia? To niemożliwe.

Nie udało się spotkać żywego niedźwiedzia polarnego. Może i dobrze 🙂 Spotkanie z największym drapieżnikiem Arktyki powinno zawsze odbywać się z dużego dystansu. Ten okaz oglądałem w muzeum w Longyearbyen, gdzie można z bliska zobaczyć jego imponujące rozmiary.

Wypchany niedźwiedź polarny prezentowany w muzeum w Longyearbyen na Svalbardzie.
Jedyny niedźwiedź polarny, którego udało mi się spotkać podczas wyprawy. Na szczęście… muzealny

Arktyka w ruchu

Portret pozwala dostrzec szczegóły.

Jednak dopiero ruch pokazuje prawdziwy charakter arktycznych zwierząt.

Renifery spokojnie przemierzające tundrę, lis polarny niespodziewanie pojawiający się między kamieniami, zaprzęgi psów husky pędzące po szutrowych drogach czy ptaki szybujące nad fiordami przypominają, że życie na Svalbardzie nieustannie toczy się swoim rytmem.

Nie ma tu pokazów dla turystów.

Nie ma wyznaczonych godzin karmienia.

Każde spotkanie jest dziełem przypadku i właśnie dlatego pozostaje w pamięci na długo.

To jedna z największych lekcji, jakie daje Arktyka – natura nie jest atrakcją. Jest gospodarzem tego miejsca.

szybujący ptak nad swalbardem na tle ośnieżonych gór
Arktyczna cisza
szybujący ptak na tle kolorowej tundry na Swalbardzie
Między niebem i lodem

edredon startujący z powierzchni wody na Swalbardzie.
Edredon na pełnym gazie
para alczyków na krze na swalbardzie
Alczyki na krze

rozgniewana bernikla atakuje na Swalbardzie
Bernikla w akcji
nieprzyjaźnie wyglądająca bernikla
Lepiej zachować odstęp

fulmar szybujący nad Swalbardem.
Fulmar w przestworzach

WIDELEC

Kuchnia norweska, a szerzej skandynawska, raczej nie należy do moich – i chyba również do ogółu – ulubionych kuchni świata. Może dlatego, że nie obfituje w egzotyczne składniki. Może dlatego, że nigdy nie była szczególnie modna. A może po prostu dlatego, że poza opowieściami o śmierdzącym śledziu i fermentowanym rekinie niewiele o niej wiemy.

A szkoda, bo ma swoje smaczki. Są tu potrawy, których nie spróbujemy nigdzie indziej, lokalne produkty i tradycje kulinarne mocno związane z surowym klimatem Arktyki.

I właśnie na nich chciałbym się skupić. Nie będzie to przewodnik po całej kuchni Norwegii, ale zbiór smaków, których warto spróbować podczas podróży na Svalbard.

Piwo Frydenlund na tle norweskiej flagi.
Skål!-Na zdrowie ze Svalbardu


Co zjeść na Svalbardzie

co można zjeść na Svalbardzie?
Pokazuje to zdjęcie menu z jednej z restauracji w Longyearbyen, wraz z cenami.

Korona jest warta około 40 groszy, więc jak coś kosztuje 100 noków to w złotówkach jest to około 40.

karta dań z jednej z restauracji na svalbardzie
Co można zjeść na Svalbardzie

Oczywiście zawsze te danie, które u nas nie występują, są najbardziej kuszące, jak wieloryb, renifer czy foka, podawane w formie przystawki

Deska z degustacją mięsa renifera, foki i wieloryba oraz dodatkami.
Renifer, foka i wieloryb na jednej desce

albo foka jako danie główne

Danie z mięsa foki podane z puree ziemniaczanym i warzywami.
Foka na talerzu

Jednym z „tych” dań jest whale burger – jadłem już wieloryba na Islandii, więc tym razem nie prowokowałem ekologów 🙂

Wieloryb w bułce

Lub za 250 noków można zjeść wspaniałego steka

huset bistro, stekownia na końcu świata
Stek za 250 koron


bistro Huset to taki fast food Longyearbyen. Na steka czeka się kilka minut, a dodatki wybiera się z bufetu.

Stek serwowany w restauracji Huset Bistro.
Fast stek
bufet w bistro huset
Stek i bufet

Lokalne piwa na Svalbardzie

A co się pije na Svalbardzie?

Oczywiście, ja w miarę możliwości, próbuję zawsze lokalnego piwa i, mając na uwadzę miejsce w którym byłem, udało się spróbować sporo różnych złocistych trunków 🙂

Piwo z browaru Svalbard Bryggeri w Longyearbyen. Najbardziej na północ wysuniętego browaru

Piwo Isbjørn produkowane przez norweski browar Mack.

Piwo Beluga dostępne w rosyjskim Barentsburgu na Svalbardzie.
Warzone na miejscu.

Piwo z browaru Svalbard Bryggeri w Longyearbyen.
Svalbard bryggeri
Piwo Isbjørn produkowane przez norweski browar Mack.
Niedźwiedź w puszce
Piwo Beluga dostępne w Longyearbyen na Svalbardzie.
Piwo Beluga

Typowe Nalewaki z piwami Spitsbergen i Carlsberg w restauracji na Svalbardzie.

Nalewaki z piwami Spitsbergen i Carlsberg w restauracji na Svalbardzie.
Lokalny wybór

Kiviak – arktyczny przepis dla odważnych


oczywiście w moim wpisie nie może zabraknąć przepisu na lokalne danie.
składniki są dostępne na Svalbardzie, więc może być mały problem, aby przygotować to w domu!

KIVIAK

Potrzebne są alczyki i foka
kilkaset alczyków razem z wnętrznościami, piórami i dziobami upycha się w wytrybowanej foce
Powstały w ten sposób wór wraz z grubą warstwą sadła i ptakami jest starannie zaszywany
Na ile to możliwe, usuwa się z niego powietrze a miejsce zszycia smaruje foczym tłuszczem
Następnie zakopuje w ziemi, przykrywa kamienieniami a na wierzchu kładzie duży głaz, aby powietrze nie dostawało się do środka
Alczyki będą fermentować przynajmniej przez trzy miesiące,
po których upływie staną się gotowe do jedzenia!

Smacznego!

Podsumowanie – Czy warto polecieć na Svalbard?

Tak. I mówię to z pełnym przekonaniem.

Archipelag Svalbardzki nie jest miejscem dla każdego. Nie ma tu zielonych lasów, spektakularnych zabytków ani plaż, na których można spędzić cały dzień. Pogoda potrafi zmienić się w kilka minut, ceny skutecznie opróżniają portfel, a za granicami Longyearbyen człowiek szybko uświadamia sobie, kto naprawdę rządzi tą wyspą.

A jednak jest w tym miejscu coś, co trudno opisać.

To cisza. Góry, które wyglądają jak z innej planety. Renifery spacerujące między domami, lisy polarne przemykające tuż obok, morsy wygrzewające się na plaży i ptaki, które dla wielu fotografów są spełnieniem marzeń. Jest też świadomość, że jesteś bliżej bieguna północnego niż większości miejsc zamieszkanych przez ludzi.

Svalbard nie krzyczy. Nie próbuje nikogo zachwycić. Po prostu jest. Surowy, prawdziwy i piękny.

To również świetne miejsce dla fotografów. Nawet zwykły spacer potrafi zamienić się w kilkugodzinne polowanie na światło, zwierzęta i krajobrazy. Wraca się nie tylko z pełnymi kartami pamięci, ale przede wszystkim z głową pełną obrazów.

Nie każdy zakocha się w Svalbardzie.

Ale jeśli kocha się naturę, fotografię, ciszę i miejsca, które wciąż pozostają bardziej dzikie niż turystyczne, jest duża szansa, że Svalbard zostanie w głowie na długo.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z prywatnych zbiorów i są wyłącznie moją własnością.
Zgodnie z przepisami prawnymi, bez wyraźnej zgody autora zabronione jest kopiowanie, rozpowszechnianie lub cytowanie w całości lub części treści tekstu i zdjęć
Na wszelkie pytania odpowiem bardzo chętnie w komentarzu lub mailowo.

Wyprawa odbyła się na przełomie maja i czerwca 2026 roku.

Loading

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *