Svalbard – szaro-biało-jasno – Kolory Arktyki
Svalbard był na mojej liście od zawsze. Marzył mi się rejs po północnych rubieżach świata, spotkanie z niedźwiedziem polarnym, wielorybami i orkami oraz surowa Arktyka, jaką znałem dotąd jedynie ze zdjęć i filmów.
Natura miała jednak własny plan. Zwierzęta nie występują tutaj według rozkładu jazdy i nie pozują do zdjęć. Zamiast więc odhaczać kolejne gatunki z listy marzeń, zacząłem chłonąć wszystko to, co oferowała Arktyka: monumentalne lodowce, niekończący się dzień polarny, radzieckie miasta, smak lokalnych specjałów oraz ciszę, której nie da się porównać z żadnym innym miejscem.
Dopiero wtedy zrozumiałem, że na Svalbard nie leci się po kolory. Leci się po ciszę. Po przestrzeń. Po miejsca, w których człowiek wciąż jest tylko gościem.
Zapraszam na rejs po fiordach archipelagu – krainie szaro-biało-jasnych krajobrazów, gdzie natura od tysięcy lat dyktuje własne zasady.
PLECAK
1. Svalbard – Tam, gdzie kończy się Europa
2. Longyearbyen – stolica Svalbardu i końca świata
- Codzienność w Longyearbyen
- Najbardziej na północ wysunięte miasto świata
- Górnicza historia Longyearbyen
- Globalny Skarbiec Nasion
- Pomnik ofiar Utøyi
- Pierwsze spotkanie z arktycznym krajobrazem
3. Svalbard – Arktyka ma kolor szaro-biało-jasny
4. Barentsburg i Pyramiden – radzieckie miasta Svalbardu
- Rosjanie na Svalbardzie
- Barentsburg – miasto żywe
- Polityka i religia w Barentsburgu
- A gdzie na imprezę w Barentsburgu?
- Pyramiden – miasto umarłe
5. Svalbard – Życie na rubieżach świata
- Niedźwiedzie polarne rządzą Svalbardem
- Dzieci do szkoły… psim zaprzęgiem
- Drogi, które donikąd nie prowadzą
- Domy, które mogą zmienić adres
- Tu przyroda zawsze ma ostatnie słowo
- A czego tutaj nie ma?
6. Wojna dotarła nawet na Svalbard
7. Zwierzęta Svalbardu – Prawdziwi gospodarze Arktyki
8. Widelec – Smaki Svalbardu
9. Podsumowanie – Czy warto polecieć na Svalbard?
Svalbard – Tam, gdzie kończy się Europa
…
…
Przez okno samolotu od kilkunastu minut nie było widać niczego znajomego. Zniknęły miasta, lasy i pola, a ich miejsce zajęły surowe góry, śnieg i fiordy. Im bliżej celu, tym bardziej miałem wrażenie, że lecę nie do kolejnego kraju, ale do zupełnie innego świata.
Svalbard leży zaledwie około tysiąca kilometrów od bieguna północnego. To jedno z najbardziej na północ położonych miejsc na świecie, do których można dotrzeć regularnym samolotem. Mimo że archipelag należy do Norwegii, już podczas podchodzenia do lądowania czuć, że obowiązują tu zupełnie inne zasady niż w większości odwiedzanych miejsc.
Z okna samolotu po raz pierwszy zrozumiałem, skąd wziął się tytuł tego wpisu. Wszędzie dominowały odcienie szarości skał, bieli śniegu i jasnego, arktycznego światła. Kolory pojawiały się rzadko, ale dzięki temu każdy z nich przyciągał wzrok jeszcze mocniej.
…
…
Po wyjściu z samolotu nie przywitał mnie gwar dużego lotniska ani zapach rozgrzanego asfaltu. Zamiast tego było chłodne powietrze, cisza i krajobraz, który wyglądał bardziej jak plan filmu science fiction niż miejsce, w którym na co dzień mieszkają ludzie.
Longyearbyen liczy zaledwie około 2500 mieszkańców, jednak to właśnie stąd rozpoczyna się większość wypraw po Spitsbergenie i dalej na pólnoc. Już po kilku minutach można zauważyć, że życie toczy się tutaj inaczej. Nie ma lasów, praktycznie nie ma drzew, a otaczające miasto góry przypominają, kto naprawdę jest gospodarzem tej wyspy.
Właśnie tutaj zaczyna się podróż po Arktyce.
Longyearbyen – stolica Svalbardu i końca świata
…
Po wizycie w Ushuai, nazywanej „końcem świata”

Argentyna – Steki, Malbec, Patagonia i koniec świata
wydawało mi się, że trudno będzie znaleźć miejsce, które wywoła podobne emocje. Tam kończy się Ameryka Południowa i zaczyna Antarktyda. Tutaj, na tej wyspie, kierunek jest dokładnie odwrotny – to północ wyznacza granicę znanego świata.
Longyearbyen, liczące około 2500 mieszkańców, jest najbardziej na północ położonym miastem świata z regularnym połączeniem lotniczym i pełną infrastrukturą. Mieszkają tu głównie Norwegowie, jednak spacerując po sklepach z pamiątkami, kawiarniach czy lokalnych restauracjach, nie raz słyszałem język polski.
Wielu naszych rodaków pracuje właśnie w hotelach, gastronomii i turystyce, dlatego nawet kilka tysięcy kilometrów od Polski można poczuć się zaskakująco swojsko.
Na pierwszy rzut oka Longyearbyen wygląda jak niewielkie, spokojne miasteczko. Są sklepy, restauracje, hotele i bary, w których po całym dniu można napić się lokalnego piwa. Jednak to wrażenie szybko mija. Wystarczy opuścić granice miasta, aby zrozumieć, że nie jest to zwykła miejscowość turystyczna.
Tutaj właśnie stąd rozpoczyna się większość wypraw w głąb Arktyki. Z portu wypływają statki, jachty i łodzie kierujące się w fiordy, a za ostatnimi zabudowaniami rozciąga się świat lodowców, gór i tundry. Tam człowiek przestaje być gospodarzem, a staje się jedynie gościem.
…
…
Codzienność w Longyearbyen
Choć Longyearbyen leży niemal na końcu świata, życie toczy się tu swoim rytmem. Są sklepy, hotele, restauracje i ludzie, którzy po prostu mieszkają na 78. równoleżniku.
…
…
Longyearbyen nie przypomina miasta z końca świata. Kolorowe budynki kontrastują z surowymi górami, a życie płynie tu zaskakująco spokojnym rytmem. Przez większą część roku skutery śnieżne, a nie samochody, są podstawowym środkiem transportu.
Parking przed budynkiem wygląda zupełnie inaczej niż w większości europejskich miast. Zamiast samochodów stoją dziesiątki skuterów śnieżnych. Tutaj są one nie luksusem, lecz codziennym środkiem transportu i często jedyną możliwością dotarcia poza granice miasta.
…
Najbardziej na północ wysunięte miasto świata

Powstało dzięki węglowi i przez dziesięciolecia żyło z górnictwa. Dzisiaj kopalnie mają już znacznie mniejsze znaczenie, a miasto utrzymuje się głównie z turystyki, badań naukowych oraz działalności związanej z Arktyką. Mimo to ślady dawnej historii są widoczne niemal na każdym kroku. Nad dachami domów wciąż stoją stalowe wieże kolejki transportującej węgiel, a pomniki górników przypominają o ludziach, którzy zbudowali tę niezwykłą osadę.
Jednocześnie Longyearbyen jest miejscem pełnym kontrastów. Można tu wypić dobrą kawę, zjeść kolację w eleganckiej restauracji, zrobić zakupy w dobrze zaopatrzonym sklepie czy przenocować w nowoczesnym hotelu. Jednak wystarczy przejść kilkaset metrów poza ostatnie zabudowania, aby znaleźć się w świecie, w którym człowiek przestaje być gospodarzem.
Dalej zaczyna się Arktyka.
Jednak po czasie pamięta się coś zupełnie innego. Ciszę. Nie była to cisza pustego miasta ani zamkniętego kurortu. To była cisza ogromnej przestrzeni. Nie przeszkadzały w niej samochody, syreny ani tłumy ludzi. Czasami słychać było jedynie wiatr spływający z gór lub skrzypienie śniegu pod butami.
…
Odległość od reszty świata najlepiej czuć właśnie tutaj. Wystarczy spojrzeć na drogowskaz przy lotnisku. Do bieguna północnego jest tylko 1338 kilometrów, a do Oslo aż 2046. W tym momencie naprawdę dociera, że znalazłeś się na jednym z najbardziej wysuniętych na północ miejsc, do których można dolecieć regularnym samolotem.
…
…
Górnicza historia Longyearbyen
Longyearbyen nie powstało przypadkiem. Miasto zawdzięcza swoje istnienie ludziom, którzy pod koniec XIX wieku przybyli na te północne rubieże świata, aby wydobywać węgiel. Pierwsze kopalnie rozpoczęły działalność już w 1899 roku, a przez kolejne dziesięciolecia to właśnie górnictwo wyznaczało rytm życia całego archipelagu.
Do dziś niemal wszędzie można dostrzec ślady tamtych czasów. Na zboczach gór stoją charakterystyczne wieże dawnych kolejek linowych transportujących urobek, zachowały się opuszczone szyby i budynki kopalniane, a w centrum miasta nie brakuje pomników poświęconych górnikom. W praktyce oni byli pionierami Svalbardu. W niezwykle trudnych warunkach stworzyli osadę, z której z czasem wyrosło najbardziej na północ wysunięte miasto świata.
…
…
…
Globalny Skarbiec Nasion
Kilka kilometrów od centrum znajduje się jedno z najważniejszych miejsc na świecie – Globalny Skarbiec Nasion. Tutaj przechowywane są kopie nasion roślin z niemal wszystkich zakątków naszej planety. W razie globalnej katastrofy, wojny lub zmian klimatycznych mają one pomóc odtworzyć utracone uprawy.
Lokalizacja nie jest przypadkowa. Wieczna zmarzlina, stabilne warunki geologiczne i oddalenie od wielkich skupisk ludzi sprawiają, że Spitsbergen stał się naturalnym sejfem dla światowego rolnictwa. Jest to niezwykłe uczucie wiedzieć, że na końcu świata przechowywana jest nadzieja dla przyszłych pokoleń.
Niestety, skarbiec można oglądać tylko z zewnątrz, do środka nie ma wstępu.
…
…
zaraz za miastem znajdują się pierwsze przykłady jak może wyglądać interior. Zobaczymy jeszcze sporo zdjęć z podobnych miejsc. Tutaj panuje cisza i szaro-biało-jasno.
…
…
Pomnik ofiar Utøyi
Są miejsca, przy których aparat schodzi na drugi plan. Ten pomnik jest jednym z nich.
Upamiętnia Johannesa Bø, czternastoletniego mieszkańca Longyearbyen, który zginął podczas zamachu na wyspie Utøya 22 lipca 2011 roku. Podobne pomniki stanęły w rodzinnych miejscowościach wszystkich młodych ofiar tej tragedii. Tym samym ten cichy znak pamięci jest przypomnieniem, że nawet na odległym Svalbardzie wydarzenia z tamtego dnia pozostawiły trwały ślad
…
…
Pierwsze spotkanie z arktycznym krajobrazem
czas ruszyć w rejs
…
Svalbard – Arktyka ma kolor szaro-biało-jasny
…
To miejsce to krajobrazy.
Góry i lodowce. Śnieg i światło polarnego dnia, który nie ma początku ani końca.
Właśnie po to przyjeżdża się na Svalbard.
Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się takie samo. Białe. Szare. Ciche.
Ale wystarczy zatrzymać wzrok na chwilę dłużej.
Każdy fiord ma inny odcień.
Każdy lodowiec inną fakturę.
Każda góra własny rysunek narysowany przez wiatr, śnieg i skałę.
Arktyka nie krzyczy kolorami.
Ona opowiada światłem.
I ciszą.
Resztę tej historii opowiedzą zdjęcia.
…
…
…
…
…
…
…
…
…
Barentsburg i Pyramiden – radzieckie miasta Svalbardu
…
Rosjanie na Svalbardzie
…
Dla wielu osób, dla mnie również, jest to jedno z największych zaskoczeń podczas podróży na północne rubieże. Wyspy należą do Norwegii, obowiązuje tutaj norweskie prawo, a jednak kilkadziesiąt kilometrów od Longyearbyen powiewają rosyjskie flagi, stoją pomniki Lenina, a mieszkańcy mówią niemal wyłącznie po rosyjsku.
Nie jest to historyczna rekonstrukcja ani skansen. To normalnie funkcjonująca rosyjska osada.
Jak to możliwe?
Odpowiedź kryje się w Traktacie Svalbardzkim podpisanym w 1920 roku. Dokument uznał zwierzchnictwo Norwegii nad archipelagiem, ale jednocześnie przyznał obywatelom państw sygnatariuszy prawo do prowadzenia działalności gospodarczej na równych zasadach. Z tego prawa od ponad stu lat korzystają Rosjanie, którzy wydobywają tutaj węgiel kamienny.
Dziś rosyjska obecność koncentruje się przede wszystkim w dwóch miejscowościach – Barentsburgu oraz opuszczonym już Pyramiden, które przez dziesięciolecia były symbolem radzieckiej obecności w Arktyce.
…
…
📌 Warto wiedzieć
Czy Barentsburg należy do Rosji?
Nie.
Barentsburg znajduje się na terytorium Norwegii, ale dzięki Traktatowi Svalbardzkiemu Rosja może prowadzić tutaj działalność gospodarczą. Dlatego od ponad stu lat funkcjonuje tu rosyjska osada z własną kopalnią, szkołą, hotelem, cerkwią i muzeum.
Liczba mieszkańców
Główna Działalność
Operator
Waluta
Język
Państwo
Ok 350-450
Kopalnia i turystyka
Arktikugol
NOK czyli korony norweskie
Rosyjski
Norwegia
…
Opuszczając Longyearbyen, rozpoczęliśmy kilkugodzinny rejs przez fiordy. To właśnie wtedy zaczęła się druga część naszej podróży – rosyjski Svalbard.
…
Barentsburg – miasto żywe
…
Po wylądowaniu na nabrzeżu od razu czuć, że Barentsburg nie jest skansenem ani opuszczoną osadą pozostawioną przez historię. To miejsce nadal żyje.
Na ulicach spotyka się mieszkańców wracających z pracy, w hotelu przesiadują goście, w oknach bloków widać życie, co więcej jeden mały sklepik z pamiątkami czeka na turystów. Wszystko odbywa się jednak w wyjątkowo spokojnym rytmie, jakby czas płynął tutaj wolniej niż gdziekolwiek indziej.
Dlatego ta zwykła codzienność zaskoczyła mnie najbardziej. Spodziewałem się miejsca pełnego reliktów Związku Radzieckiego, a zobaczyłem normalnie funkcjonującą osadę, która mimo upływu lat nadal wykonuje swoje pierwotne zadanie – żyje dzięki kopalni i co ciekawe, dla kopalni.
…
Pierwszym budynkiem, który wita przybywających od strony morza, jest stara drewniana siedziba administracji portowej. Choć wokół pojawiły się nowe budynki, ten zielony dom nadal wygląda tak, jakby od kilkudziesięciu lat niewiele się tutaj zmieniło. Na nim powiewa rosyjska flaga, a w tle widać napis „Баренцбург”. Już po kilku minutach wiadomo, że znalazło się w miejscu o zupełnie innym charakterze niż norweskie Longyearbyen
…
…
Panorama Miasta
…
Jednocześnie można spotkać niszczejące ślady dawnej radzieckiej potęgi
…
Polityka i religia w Barentsburgu
…
Spacerując po Barentsburgu trudno nie zauważyć śladów radzieckiej przeszłości. Pomniki, hasła i symbole komunizmu nie zostały usunięte ani przeniesione do muzeum. Nadal są częścią codziennego krajobrazu, podobnie jak otaczające miasto góry i lodowce. Czas zatrzymał się tutaj na dłużej.
Jednocześnie kilka minut spaceru wystarczy, aby trafić do niewielkiej prawosławnej cerkwi. Bardziej przypomina skromną kaplicę niż okazałą świątynię, jednak nie jest jedynie atrakcją turystyczną. W praktyce z tego miejsca korzystają mieszkańcy Barentsburga. Na końcu świata, tysiące kilometrów od rodzinnych domów, wiara pozostaje dla wielu z nich ważnym elementem codzienności.
Z drugiej strony takie kontrasty najbardziej zapadają w pamięć. Lenin i radzieckie hasła i cisza niewielkiej cerkwi. Dwie historie, które wydają się wzajemnie wykluczać, tutaj od lat istnieją obok siebie.
…
Oczywiście nie mogło zabraknąć szefa szefów
…
A gdzie na imprezę w Barentsburgu?
…
…
Dalej już tylko dziki Svalbard
…
…
Pyramiden – miasto umarłe
…
Patrząc z pokładu jachtu, trudno uwierzyć, że jeszcze trzydzieści lat temu tętniło tu życie. Wśród surowych gór i lodowców wyrasta całe miasto – bloki mieszkalne, kopalnia, szkoła, port i budynki użyteczności publicznej. Na pierwszy rzut oka wygląda jakby mieszkańcy wyszli tylko na chwilę.
Jednak to tylko złudzenie.
Tymczasem Pyramiden to jedno z najlepiej zachowanych miast widm na świecie. Radziecka osada powstała na początku XX wieku jako osiedle górnicze, a od 1927 roku należała do radzieckiego przedsiębiorstwa Arktikugol. W okresie swojej świetności mieszkało tu ponad tysiąc osób. Były mieszkania, szkoła, przedszkole, szpital, basen, teatr, biblioteka, a nawet najbardziej na północ położony fortepian koncertowy.
Ostatecznie po rozpadzie Związku Radzieckiego wydobycie węgla przestało być opłacalne. W 1998 roku kopalnię zamknięto, a mieszkańców ewakuowano praktycznie z dnia na dzień. W mieszkaniach pozostały meble, książki, zabawki i przedmioty codziennego użytku. Od tamtej pory Pyramiden stało się symbolem miasta, w którym czas zatrzymał się na zawsze.
Dziś mimo wszystko osada nie jest całkowicie opuszczona. Przez cały rok mieszka tu niewielka grupa pracowników przedsiębiorstwa Arktikugol, którzy opiekują się infrastrukturą, hotelem i przyjmują turystów przypływających statkami wycieczkowymi.
Jednak nie dane było mi pospacerować opuszczonymi ulicami. Pogoda zagrała z nami w rosyjską ruletkę i nie pozwoliła dobić do miasta. Na pocieszenie udało się zrobić fotki z daleka.
…
Svalbard – Życie na rubieżach świata
…
Kiedy patrzymy na Svalbard z perspektywy turysty, widzimy przede wszystkim spektakularne góry, lodowce i fiordy. Dopiero po kilku dniach zaczyna się dostrzegać, że życie na tym arktycznym archipelagu rządzi się zupełnie innymi zasadami niż na kontynencie.
Tutaj natura nie jest dodatkiem do codzienności. To ona wyznacza reguły gry. Człowiek jedynie próbuje się do nich dostosować.
Niektóre przepisy mogą wydawać się zaskakujące, inne wręcz absurdalne. Jednak po chwili spędzonej na Spitsbergenie zaczynają mieć sens. Tutaj każdy z nich powstał dlatego, że kiedyś wydarzyło się coś, czego nie chciano już nigdy powtórzyć.
…
Niedźwiedzie polarne rządzą Svalbardem
…
Najbardziej znaną zasadą jest ta dotycząca niedźwiedzi polarnych.
Po opuszczeniu granic Longyearbyen zaleca się poruszanie z osobą posiadającą broń lub samodzielne jej noszenie. Nie chodzi o polowanie, lecz o możliwość obrony w sytuacji ostatecznej. Pierwszym wyborem zawsze są środki odstraszające – flary, sygnały hukowe czy odpowiednie zachowanie. Oddanie strzału do niedźwiedzia jest absolutną ostatecznością.
Na drogach prowadzących poza miasto stoją charakterystyczne znaki ostrzegające przed wejściem na teren występowania niedźwiedzi polarnych. Dla mieszkańców są tak samo normalne, jak dla nas znak informujący o przejściu dla pieszych.
…
…
sam miałem „przyjemność” być nosicielem broni. Na szczęście, aż do zejścia na ląd, broń nie jest załadowana ani gotowa do strzału. W praktyce musiałem ją szybko oddać, chociaż podczas trekkingu na lądzie byłem tylną strażą wyposażony w pistolet hukowy:-)
…
Dzieci do szkoły… psim zaprzęgiem
…
Na wyspie nie wszystko odbywa się samochodem.
Zimą mieszkańcy korzystają ze skuterów śnieżnych, a wielu z nich nadal hoduje psy zaprzęgowe. Dla części rodzin nie jest to atrakcja dla turystów, ale normalny środek transportu. Widok dzieci jadących do szkoły psim zaprzęgiem albo osób przemieszczających się na nartach z jednym lub dwoma psami nikogo tutaj nie dziwi.
…
Drogi, które donikąd nie prowadzą
…
Na całym archipelagu znajduje się zaledwie około 50 kilometrów dróg.
Nie ma połączeń pomiędzy osadami. Z Longyearbyen nie da się dojechać samochodem ani do Barentsburga, ani do Pyramiden. Miasta łączy jedynie morze, a zimą również skutery śnieżne poruszające się po zamarzniętych dolinach i fiordach.
Dlatego samochody terenowe służą wyłącznie do poruszania się w okolicach Longyearbyen. Dalej zaczyna się prawdziwa Arktyka.
…
Domy, które mogą zmienić adres
…
Wieczna zmarzlina sprawia, że budowanie wygląda tutaj inaczej niż gdziekolwiek indziej.
Większość budynków stoi na palach lub specjalnych fundamentach. Starsze drewniane domki często budowano na płozach, dzięki czemu można je było przestawić w inne miejsce, gdy zmieniały się warunki gruntu albo potrzeby mieszkańców.
Patrząc na taki domek, trudno uwierzyć, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu naprawdę mógł zostać przeciągnięty przez kilka osób lub ciągnik.
…
Tu przyroda zawsze ma ostatnie słowo
…
W Arktyce bardzo szybko można zrozumieć, że człowiek jest tylko gościem, co więcej czasami bardzo niechcianym gościem.
Pogoda zmienia się błyskawicznie. Gęsta mgła, śnieg, silny wiatr czy nagłe ochłodzenie potrafią w ciągu kilkunastu minut całkowicie zmienić plany. Rejs może zostać odwołany, trekking przerwany, a wycieczka przełożona na kolejny dzień.
stoisz w porcie i czekasz na lepsze czasy.
Tutaj nie walczy się z naturą. Tutaj po prostu się na nią czeka.
…
Rozkazy kapitana nie podlegają dyskusji. Czy się płynie, czy czeka w porcie wachta na mostku jest częścią rejsu.
…
A czego tutaj nie ma?
…
To chyba najbardziej zaskakuje po kilku dniach pobytu.
Korków.
Centrów handlowych.
Autostrad.
Kolei.
Lasów.
Reklam przy drogach.
Za to jest cisza, przestrzeń i świadomość, że za ostatnim domem zaczyna się jedna z największych arktycznych pustkowi świata.
…
📌 Warto wiedzieć
• Archipelag zamieszkuje około 2,5–2,7 tys. osób reprezentujących ponad 50 narodowości.
• Dróg między osadami nie ma. Do Barentsburga czy Pyramiden można dostać się jedynie drogą morską, a zimą także skuterami śnieżnymi.
• Poza granicami Longyearbyen należy liczyć się z możliwością spotkania niedźwiedzia polarnego.
• Ochrona przyrody jest tutaj wyjątkowo rygorystyczna – nie wolno zabierać kamieni, kości, poroży reniferów ani innych elementów środowiska.
• Ze względu na odległość od kontynentu większość żywności i materiałów budowlanych przypływa statkami lub przylatuje samolotami, dlatego ceny są znacznie wyższe niż w kontynentalnej Norwegii.
…
Kiedy jednak pogoda w końcu pozwoli postawić żagle, można wyruszyć w rejs życia pod biało-czerwoną.
…
Wojna dotarła nawet na Svalbard
…
Svalbard to lodowce, niedźwiedzie polarne i bezkresna Arktyka. Trudno uwierzyć, że również tutaj dotarła II wojna światowa.
A jednak dotarła.
W czasie wojny archipelag miał ogromne znaczenie strategiczne. Stacje meteorologiczne dostarczały prognoz niezbędnych dla okrętów i lotnictwa operujących na północnym Atlantyku. Kto kontrolował pogodę, ten często zyskiwał przewagę na morzu.
Na Svalbardzie działały zarówno alianckie, jak i niemieckie ekspedycje, dochodziło do ewakuacji mieszkańców, niszczenia osad oraz tajnych operacji wojskowych. Arktyka, choć odległa od głównych frontów, również stała się częścią wojennej historii.
Jednym z jej niemych świadków jest wrak niemieckiego bombowca Junkers Ju 88.
Samolot rozbił się podczas lotu nad Spitsbergenem. Przez dziesięciolecia arktyczny klimat zakonserwował jego szczątki. Dziś kadłub, fragmenty skrzydeł i silników nadal spoczywają na tundrze, przypominając, że nawet tutaj wojna pozostawiła swój ślad.
Arktyka potrafi zachowywać pamięć wyjątkowo długo.
Zwierzęta Svalbardu – Prawdziwi gospodarze Arktyki
…
…
Nie trzeba długo przebywać na Svalbardzie, żeby zrozumieć jedną rzecz – to nie ludzie rządzą tym archipelagiem.
Tutaj pierwszeństwo mają zwierzęta. Człowiek musi dostosować się do ich świata, a nie odwrotnie. Dlatego poza granicami osiedli obowiązują szczególne zasady bezpieczeństwa, wycieczki odbywają się z uzbrojonymi przewodnikami, a wiele miejsc pozostaje niedostępnych właśnie po to, by nie zakłócać życia ich prawdziwych mieszkańców.
Każde spotkanie z arktyczną fauną jest wydarzeniem. Nie dlatego, że zwierząt jest mało. Wręcz przeciwnie – dlatego, że żyją całkowicie na własnych zasadach. Nie czekają na turystów, nie pozują do zdjęć i nie interesuje ich obecność człowieka. Ostatecznie to my jesteśmy gośćmi w ich świecie.
Dlatego cieszymy się z każdego spotkania i jesteśmy rozczarowani, jeżeli czegoś nie zobaczymy. Oczekiwania są wielkie, jednak to prawdziwi gospodarze archipelagu rządzą i decydują o swojej obecności przed obiektywem.
…
Portrety mieszkańców Arktyki
…
Patrząc w oczy lisa polarnego, renifera czy morsa trudno oprzeć się wrażeniu, że Arktyka stworzyła je do życia tam, gdzie człowiek przetrwałby zaledwie kilka godzin.
Każde z tych zwierząt doskonale przystosowało się do ekstremalnych warunków. Gęste futro, gruba warstwa tłuszczu, niezwykła cierpliwość i umiejętność oszczędzania energii sprawiają, że to właśnie one są prawdziwymi gospodarzami tej części świata.
Nam pozostaje jedynie obserwować je z odpowiedniej odległości i cieszyć się chwilą.

…
Ptaki
…
…
Alczyk to gatunek endemiczny dla Basenu Arktycznego, i nie, to nie pingwin 🙂 na północy nie ma pingwinów!!
…
Edredon zwyczajny, kaczka edredonowa, miękkopiór, Somateria mollissima – kilka nazw, ale jedna piękność. Niestety bliski zagrożenia wyginięciem.
…
…
…
Lodówka, czy jak woła się ją potocznie markaczka
…
…
Biegające i pływające
…
Lis polarny
📌 Warto wiedzieć
• Grube, futro chroni go przed utratą ciepła nawet przy temperaturach sięgających -80°C. Dodatkowo pod jasną sierścią skrywa ciemną, niemal czarną skórę, która efektywniej pochłania ciepło słoneczne.
• Te niewielkie zwierzęta potrafią przemierzać tysiące kilometrów w poszukiwaniu pożywienia. W 2018 roku śledzona przez naukowców samica ze Svalbardu przeszła aż 3605 km w zaledwie 76 dni.
• Zimą poluje głównie na lemingi i inne małe gryzonie. Dzięki niezwykle czułemu słuchowi potrafi zlokalizować małą zdobycz poruszającą się pod głębokim śniegiem, a następnie widowiskowo w niego skacze.
• Choć jest drapieżnikiem, zjada również ptaki, ich jaja, padlinę, a nawet jagody i wodorosty.
• Lisy polarne kopią rozległe nory z wieloma wejściami, które mogą być użytkowane przez całe pokolenia. W wychowywaniu szczeniąt pomaga niekiedy większa rodzina, w tym samice z poprzednich miotów.
…
Jest niższy, bardziej masywny i ma krótsze nogi niż jego krewni z kontynentu. Jego poroże nie służy przede wszystkim do efektownych walk samców, ale pomaga odgarniać śnieg, pod którym ukryta jest tundra – jedyne źródło pożywienia.
Paradoksalnie największym zagrożeniem dla nich nie są arktyczne mrozy. Znacznie groźniejsze bywają odwilże. Gdy deszcz spadnie na śnieg, a następnie zamarznie, powstaje twarda warstwa lodu, która odcina dostęp do roślin. Wtedy nawet zwierzę doskonale przystosowane do życia w Arktyce może mieć problem ze znalezieniem pożywienia.
Renifer Svalbardzki
…
…
Morsy to prawdziwe arktyczne kluseczki. Leżą na plaży, chrząkają, przewracają się z boku na bok i sprawiają wrażenie, jakby nic na świecie ich nie obchodziło. Nie dajcie się jednak zwieść. Taka „kluseczka” może ważyć nawet 1,5 tony, mieć ponad 3 metry długości, a jej kły osiągają 50 cm długości i ważą nawet do 5 kilogramów każdy. Z takim wyposażeniem lepiej zachować bezpieczny dystans.
…
Svalbard bez niedźwiedzia? To niemożliwe.
Nie udało się spotkać żywego niedźwiedzia polarnego. Może i dobrze 🙂 Spotkanie z największym drapieżnikiem Arktyki powinno zawsze odbywać się z dużego dystansu. Ten okaz oglądałem w muzeum w Longyearbyen, gdzie można z bliska zobaczyć jego imponujące rozmiary.
…
Arktyka w ruchu
…
Portret pozwala dostrzec szczegóły.
Jednak dopiero ruch pokazuje prawdziwy charakter arktycznych zwierząt.
Renifery spokojnie przemierzające tundrę, lis polarny niespodziewanie pojawiający się między kamieniami, zaprzęgi psów husky pędzące po szutrowych drogach czy ptaki szybujące nad fiordami przypominają, że życie na Svalbardzie nieustannie toczy się swoim rytmem.
Nie ma tu pokazów dla turystów.
Nie ma wyznaczonych godzin karmienia.
Każde spotkanie jest dziełem przypadku i właśnie dlatego pozostaje w pamięci na długo.
To jedna z największych lekcji, jakie daje Arktyka – natura nie jest atrakcją. Jest gospodarzem tego miejsca.
…
…
…
…
WIDELEC
…
Kuchnia norweska, a szerzej skandynawska, raczej nie należy do moich – i chyba również do ogółu – ulubionych kuchni świata. Może dlatego, że nie obfituje w egzotyczne składniki. Może dlatego, że nigdy nie była szczególnie modna. A może po prostu dlatego, że poza opowieściami o śmierdzącym śledziu i fermentowanym rekinie niewiele o niej wiemy.
A szkoda, bo ma swoje smaczki. Są tu potrawy, których nie spróbujemy nigdzie indziej, lokalne produkty i tradycje kulinarne mocno związane z surowym klimatem Arktyki.
I właśnie na nich chciałbym się skupić. Nie będzie to przewodnik po całej kuchni Norwegii, ale zbiór smaków, których warto spróbować podczas podróży na Svalbard.
…
…
Co zjeść na Svalbardzie
co można zjeść na Svalbardzie?
Pokazuje to zdjęcie menu z jednej z restauracji w Longyearbyen, wraz z cenami.
Korona jest warta około 40 groszy, więc jak coś kosztuje 100 noków to w złotówkach jest to około 40.
…
Oczywiście zawsze te danie, które u nas nie występują, są najbardziej kuszące, jak wieloryb, renifer czy foka, podawane w formie przystawki
…
albo foka jako danie główne
…
Jednym z „tych” dań jest whale burger – jadłem już wieloryba na Islandii, więc tym razem nie prowokowałem ekologów 🙂
…
Lub za 250 noków można zjeść wspaniałego steka
…
bistro Huset to taki fast food Longyearbyen. Na steka czeka się kilka minut, a dodatki wybiera się z bufetu.
…
Lokalne piwa na Svalbardzie
A co się pije na Svalbardzie?
Oczywiście, ja w miarę możliwości, próbuję zawsze lokalnego piwa i, mając na uwadzę miejsce w którym byłem, udało się spróbować sporo różnych złocistych trunków 🙂
Piwo z browaru Svalbard Bryggeri w Longyearbyen. Najbardziej na północ wysuniętego browaru
Piwo Isbjørn produkowane przez norweski browar Mack.
Piwo Beluga dostępne w rosyjskim Barentsburgu na Svalbardzie.
Warzone na miejscu.
…
Typowe Nalewaki z piwami Spitsbergen i Carlsberg w restauracji na Svalbardzie.
…
Kiviak – arktyczny przepis dla odważnych
oczywiście w moim wpisie nie może zabraknąć przepisu na lokalne danie.
składniki są dostępne na Svalbardzie, więc może być mały problem, aby przygotować to w domu!
KIVIAK
Potrzebne są alczyki i foka
kilkaset alczyków razem z wnętrznościami, piórami i dziobami upycha się w wytrybowanej foce
Powstały w ten sposób wór wraz z grubą warstwą sadła i ptakami jest starannie zaszywany
Na ile to możliwe, usuwa się z niego powietrze a miejsce zszycia smaruje foczym tłuszczem
Następnie zakopuje w ziemi, przykrywa kamienieniami a na wierzchu kładzie duży głaz, aby powietrze nie dostawało się do środka
Alczyki będą fermentować przynajmniej przez trzy miesiące,
po których upływie staną się gotowe do jedzenia!
Smacznego!
Podsumowanie – Czy warto polecieć na Svalbard?
…
Tak. I mówię to z pełnym przekonaniem.
Archipelag Svalbardzki nie jest miejscem dla każdego. Nie ma tu zielonych lasów, spektakularnych zabytków ani plaż, na których można spędzić cały dzień. Pogoda potrafi zmienić się w kilka minut, ceny skutecznie opróżniają portfel, a za granicami Longyearbyen człowiek szybko uświadamia sobie, kto naprawdę rządzi tą wyspą.
A jednak jest w tym miejscu coś, co trudno opisać.
To cisza. Góry, które wyglądają jak z innej planety. Renifery spacerujące między domami, lisy polarne przemykające tuż obok, morsy wygrzewające się na plaży i ptaki, które dla wielu fotografów są spełnieniem marzeń. Jest też świadomość, że jesteś bliżej bieguna północnego niż większości miejsc zamieszkanych przez ludzi.
Svalbard nie krzyczy. Nie próbuje nikogo zachwycić. Po prostu jest. Surowy, prawdziwy i piękny.
To również świetne miejsce dla fotografów. Nawet zwykły spacer potrafi zamienić się w kilkugodzinne polowanie na światło, zwierzęta i krajobrazy. Wraca się nie tylko z pełnymi kartami pamięci, ale przede wszystkim z głową pełną obrazów.
Nie każdy zakocha się w Svalbardzie.
Ale jeśli kocha się naturę, fotografię, ciszę i miejsca, które wciąż pozostają bardziej dzikie niż turystyczne, jest duża szansa, że Svalbard zostanie w głowie na długo.
Wszystkie zdjęcia pochodzą z prywatnych zbiorów i są wyłącznie moją własnością.
Zgodnie z przepisami prawnymi, bez wyraźnej zgody autora zabronione jest kopiowanie, rozpowszechnianie lub cytowanie w całości lub części treści tekstu i zdjęć
Na wszelkie pytania odpowiem bardzo chętnie w komentarzu lub mailowo.
Wyprawa odbyła się na przełomie maja i czerwca 2026 roku.
![]()
Zobacz również
Saloniki – Bogowie, Galeriusz i Gyros
24 czerwca 2025
Boston, historyczna perełka USA
7 maja 2022










































































































